piątek, 15 sierpnia 2014

14. "Od tej pory wszystko było wspólne: oddechy, czas, powietrze, ciało."

"[Zakochanie] jako skrajnie patologiczny przypadek nerwicy natręctw połączonej z neurotycznymi stanami lękowymi, które objawiają się bardzo często takimi reakcjami fizjologicznymi, jak bladość, dreszcze, kołatanie serca oraz poczucie ogólnej słabości."
Obdzwoniłem wszystkich, których musiałem. Zamówiłem duży obiad, kilka przekąsek i kilka butelek szampana do pokoju. Kiedy załatwiłem wszystko co planowałem, wyłączyłem komórkę i odłączyłem hotelowy telefon od kontaktu. Odwróciłem się z uśmiechem. Siedziała na prawym końcu łóżka i nerwowo bawiła się palcami. Czasem unosiła głowę, by spojrzeć przez okno. Podszedłem do drzwi balkonowych i uchyliłem je, wpuszczając do pokoju świeże, letnie powietrze. Spojrzała na mnie niepewnie i posłała uroczy uśmiech. Wolnym krokiem podszedłem do łóżka i usiadłem obok Niej. Chwyciłem Jej dłoń i spojrzałem w oczy. W głębokim brązie Jej błyszczących oczu widziałem swego rodzaju niepokój. Uśmiechnąłem się, próbując dodać otuchy.

- Więc.. Masz jakieś plany na dzisiaj? - Spytała w końcu.
- Nic konkretnego. Myślałem, że może zostaniemy tutaj. - Odpowiedziałem, nie odrywając od Niej wzroku. - Chcesz zostać w pokoju? Ale czy nie będziesz miał problemów..
- Przestań. - Przerwałem dziewczynie, układając palec na Jej wargach. - Wszystko już załatwiłem. - Wyszeptałem i zbliżyłem twarz. Założyłem kosmyk Jej włosów za ucho, potarłem kciukiem policzek i zmrużyłem oczy, łącząc nasze usta. Jej ciepło, zapach i delikatność Jej warg sprawiały, że ta chwila była dla mnie niesamowita. Gdybym tylko mógł, całowałbym Ją nieustannie. Dotykał jej miękkiej skóry, przyglądał się każdemu Jej ruchowi, całował każdy skrawek Jej ciała. Bardzo powoli ułożyłem Ją na plecach, nie
odrywając się od Jej pełnych warg. Całowałem dolną wargę, smakowałem górnej, całowałem policzki, palcami muskając Jej twarz, całowałem nos, czoło, nie chcąc ominąć ani skrawka Jej pięknej twarzy.

W tamtym momencie pragnąłem czuć Jej bliskość. Nigdy się nie rozstawać. Mieć Ją przy sobie już na zawsze. Była przepiękna, jedyna w swoim rodzaju. W dodatku Jej zapach sprawiał, że moje zmysły wariowały. I mimo tego wszystkiego, wcale nie myślałem o jednym. Nie chciałem psuć tego momentu, bo nie byłem pewny czy Ona chciałaby tego samego co ja. W tamtym momencie wystarczyło mi całowanie Jej twarzy, wystarczyło mi, że pozwala mi na to wszystko. Odgarnąłem kosmyk włosów z Jej czoła i muskając wierzchem dłoni policzek, spojrzałem Jej w oczy.

~*~

Błękit Jego oczu przeszywał mnie na wskroś. Jego dotyk i bliskość sprawiały, że moje ciało zaczynało drżeć,
a ja coraz bardziej nie mogłam nad tym zapanować. Z jednej strony byłam ciekawa co może się wydarzyć. Z drugiej jednak strony bałam się tego. Bałam się, że to wszystko może posunąć się za daleko. Mimo wszystko, nie potrafiąc inaczej, poddałam się Jego zamiarom. Obserwowałam każdy jego ruch. Każdy delikatny pocałunek, każdy dotyk. Traktował mnie jak najdrogocenniejszy skarb. Mimo, że Jego dłonie błądziły po moim brzuchu, zbliżając się do piersi, nie posunął się dalej niż do bardzo subtelnego muśnięcia. Nie dotknął mojego nagiego brzucha, nie złapał za piersi, nie włożył ręki tam gdzie większość mężczyzn już dawno by doszła.
Nagle usłyszeliśmy ciche pukanie do drzwi. Louis, jakby nie słyszał, nie przerywał całowania moich policzków. Kiedy zszedł na szyję, zaśmiałam się cicho. Podniósł głowę, patrząc na mnie pytająco.

- Mam łaskotki. - Rzuciłam cicho. - A tak poza tym, to chyba ktoś pukał. - Spojrzałam na drzwi.
- Zupełnie zapomniałem. - Uderzył się w czoło i wygramolił z łóżka. Chcąc w pośpiechu dotrzeć do drzwi, potknął się o swoje własne nogi i prawie upadł na twarz. Podniosłam się do pozycji siedzącej i w ostatniej chwili zakryłam usta, powstrzymując wybuch śmiechu.

Gdy otworzył, do pokoju nieśmiało weszła młoda dziewczyna, ubrana w hotelowy uniform, pchając przed sobą wózek z zamówionym przez chłopaka posiłkiem. Podniosłam się z łóżka i poprawiając bluzkę, podeszłam do okna, zaciągając się świeżym powietrzem. Zmrużyłam oczy, czując ciepłe promienie słońca na swojej twarzy. Ułożył dłonie na moich biodrach, a zaraz potem poczułam na plecach jego ciepły tors. Wtulił twarz w moje włosy. Staliśmy w milczeniu. Rozkoszowałam się się tamtą chwilą. Jego bliskością i Jego zapachem. Odwróciłam się trafiając na jak zwykle uśmiechniętą twarz Louis'a.

- Zapraszam na obiad. - Rzucił wskazując na drzwi balkonowe. Odwzajemniłam uśmiech i ruszyłam we wskazanym kierunku. Sporej wielkości taras, z murkiem zamiast barierki. Kilka doniczek z dziwnymi gatunkami kwiatów. Na środku drewniany stolik i dwa krzesła. Na stoliku nakrycie dla dwóch osób, długa, świeca koloru rubinu i mały wazonik z jedną, białą różą. Zasiedliśmy przy stole. Z początku nieśmiało grzebałam w swoim talerzu, raz po raz unosząc wzrok i spoglądając na chłopaka. Siedzieliśmy w ciszy, jednak cisza ta nie potrwała długo. Kiedy Louis zaczął o czymś opowiadać, ja na nowo poczułam w sobie odwagę. Rozkręciliśmy się i reszta posiłku minęła wesoło. Nie mam pojęcia ile przesiedzieliśmy na tarasie. Pogoda była jak zawsze w LA niesamowita. Siedzieliśmy na murku i machając nogami dyskutowaliśmy na przeróżne tematy. Louis coraz częściej wypytywał mnie o moją pasję, ja pytałam o życie w świetle reflektorów.

- Loui.. - Zaczęłam cicho, przysuwając się do chłopaka siedzącego na łóżku i starającego się otworzyć butelkę szampana.
- Tak? - Spojrzał na mnie z miną pełną skupienia. Uśmiechnęłam się, bo wyglądał naprawdę uroczo.
- Mogę cię o coś spytać?
- Pytaj o cokolwiek zechcesz. - Odpowiedział, wracając wzrokiem do butelki i korka, na który był coraz bardziej zdenerwowany.
- Ale to bardzo osobiste pytanie.. - Spojrzał na mnie, wcześniej odkładając butelkę. Złapał moje dłonie i przysunął je do swoich ust.
- Pytaj. - Wzięłam głęboki oddech i zmrużyłam oczy.
- Jak się czujesz? To znaczy... Czy nie masz już potrzeby.. No wiesz.. - Zaczęłam się plątać, czując jak moje policzki oblewa rumieniec. Nie chciałam wyjść na wścibską, a naprawdę się o Niego martwiłam. Wiem z autopsji, że wyleczenie się z takich nałogów nie jest wcale proste i wymaga mnóstwa czasu i wsparcia.

- Odkąd pojawiłaś się w moim życiu.. Sky.. - Zaczął, zbliżając twarz. Czułam ciarki przeszywające każdy skrawek mojego ciała. Złapał moje policzki w dłonie. Poczułam jak wypuszcza subtelnie powietrze. - Ty jesteś moim jedynym uzależnieniem. - Wyszeptał. W jednej chwili oplotłam jego szyję rękami, przyciągnęłam jak najbliżej siebie i wbiłam się w Jego usta. Całowałam go czule, czując napływające do moich oczu łzy. Łzy wzruszenia. Łzy szczęścia i błogości. Nigdy nie spodziewałam się usłyszeć od kogokolwiek takich słów.
Leżeliśmy na wielkim łóżku. Opleceni miękką, pachnącą lawendą pościelą. Leżeliśmy w milczeniu, czasem wymieniliśmy kilka zdań. Co chwilę czułam Jego stęsknione usta na swoich policzkach, wargach, szyi i ramionach. Kiedy leżeliśmy bez ruchu, trzymaliśmy się za ręce. Jego dotyk sprawiał, że nie potrzebowałam niczego innego. Mrużyłam oczy i wsłuchiwałam się w cichą muzykę, grającą z radia stojącego na półce przy łóżku.
Nadszedł wieczór, my otwieraliśmy kolejną butelkę szampana. Śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Czasem zastygaliśmy w milczeniu, wpatrując się sobie w oczy. Nikt nam nie przeszkodził. Nikt nie zapukał. Nie było pośpiechu, nie było wścibskich reporterów i stęsknionych fanek. Trwaliśmy za zamkniętymi drzwiami pokoju numer 233 i cieszyliśmy się swoją obecnością. Z każdą minutą poznając siebie coraz lepiej.

~*~


"Nagle przeskakuje iskra, dotyk, namiętność, pocałunki, chwila, moment, mokre twarze, mokre włosy, mokre usta, splątane istnienia, poplątane myśli i jeszcze bardziej poplątane uczucia. 
Wszystko żyje, biegnie, goni dalej, a oni są tu i teraz. Zatracić siebie, nic przy tym nie uronić, tylko zupełnie i ostatecznie zatracić się w tej chwili. Tu i teraz..."

Siedzieliśmy na łóżku popijając szampana prosto z butelki. Nie bawiliśmy się już w niepotrzebną kulturę. Siedzieliśmy w milczeniu, trzymając się za dłonie. Starałem się wyczytać wszystko co skrywała w głowie. Wszystkie Jej myśli, pragnienia, które mógłbym i chciałbym spełnić. Obserwowałem jak niesamowicie zmysłowo dotyka ustami szyjki butelki. Jak powoli podnosi ją i upija kilka kropli szampana. Każdy Jej ruch wprawiał mnie o gęsią skórkę. Każdy Jej ruch podziwiałem i pragnąłem więcej. Nie musiała mnie nawet dotykać. Wystarczyła Jej obecność i uśmiech. Najpiękniejszy jaki kiedykolwiek widziałem. Nagle odłożyła butelkę i zbliżyła się. Popchnęłam mnie delikatnie na łóżko i bardzo powoli usiadła na mnie okrakiem. Wpatrywałem się w Jej twarz ze zdziwieniem, ale też zaciekawieniem. Czułem jak fala gorąca oblewa mnie od środka, kiedy poczułem na klatce piersiowej Jej dłonie. Nachyliła się i spojrzała mi w oczy. Uśmiechnęła się słodko i wbiła się w moje usta. Pieściła, lizała, czasem podgryzała je z niesamowitą czułością. Oplotłem jej biodra rękami i muskałem Jej plecy, mrużąc oczy. Wczuwałem się w każdy jej gest i dotyk. Kiedy wargami zeszła na moją szyję i podgryzała skórę, przestałem już nad sobą panować. Moje ciało drżało z każdą sekundą, z każdym ruchem Jej języka. Przyciągnąłem Ją bliżej, chcąc czuć nie tylko Jej dotyk, ale i bliskość, zapach.

~*~

Całowałam, lizałam i podgryzałam zachłannie każdy skrawek Jego ciała. Zaciągałam się Jego zapachem. Od tamtej pory zapach Jego skóry zaczął być moim ulubionym. Dzięki bąbelkom wirującym w mojej głowie, nie czułam zakłopotania, kiedy moje dłonie powędrowały pod Jego koszulkę. Czułam pod nimi Jego drżące ciało. Uśmiechnęłam się i nachyliłam nad Jego brzuchem. Całowałam każdy jego skrawek, wytyczając językiem mokrą ścieżkę w górę. Przejechałam ciepłym językiem po Jego gardle, docierając ponownie do ust. Zanim je pocałowałam, spojrzałam po raz kolejny w Jego niesamowicie błyszczące, lazurowe oczy. Moje serce biło coraz szybciej. Moja klatka piersiowa dotykała Jego torsu. Jego dłonie błądziły po moich plecach. Moje myśli szalały. Jego zapach wirował w moich nozdrzach. Wplotłam palce w Jego misternie ułożoną fryzurę. Ucałowałam Jego czoło, schodząc powoli na policzki. Poczułam jak mocniej obejmuje mnie w pasie i przekręca na plecy. Jego usta znalazły się ponownie na mojej szyi. Mój oddech przyśpieszył, kiedy Jego język powoli schodził na moje obojczyki. Byłam pewna, że za chwilę dotknie moich piersi. W głębi duszy bardzo tego pragnęłam. On jednak powrócił wargami na moje ramiona, dłońmi czule masując mój brzuch, czasem schodząc na zewnętrzną stronę ud.

Podniósł się, pociągając mnie za sobą. Usiadłam po turecku, On ułożył się za mną. Przyciągnął do siebie jak najbliżej się dało. Objął szczelnie, odgarnął włosy i zaczął całować moją szyję, kark. Zsunął powoli ramiączko mojej bluzki i stanika. Dotykał ustami moich ramion, muskał je nosem. Zmrużyłam oczy i złapałam Jego dłoń, lekko ściskając. Każdy Jego pojedynczy gest sprawia, że drżałam. Moje serce rosło, a oddech stawał się coraz bardziej niespokojny.

Usłyszałam jak wiszący nad drzwiami zegar wybija północ. Przeraziłam się i poruszyłam gwałtownie. Poczułam jak Louis kładzie się na łóżku i przyciąga mnie do siebie, mocno przytulając. Moje myśli zaczęły krążyć wokół obowiązku jaki powinnam spełnić właśnie o tej godzinie. Z każdą sekundą stawałam się coraz bardziej nerwowa.

- Sky. - Usłyszałam Jego szept. Spojrzałam na Niego, a wszystko co do tej pory męczyło mnie od środka, ustało. Położyłam się obok Niego i odetchnęłam. W tamtym momencie moje serce było w końcu spokojne. Moje myśli skupiły się wokół jednej osoby i pozwoliły mi odpocząć. Wtuliłam się w Jego tors i zamknęłam oczy. Czułam, że tej nocy, po raz pierwszy od bardzo dawna, nie potrzebuję żądnych tabletek. Ani na sen, ani na szczęście. Bo moje szczęście leżało tuż obok mnie.


*wykorzystane cytaty autorstwa J.L Wiśniewskiego.


środa, 13 sierpnia 2014

Pytanie?


Od dłuższego czasu zastanawiam się nad założeniem nowego bloga. Opowiadanie byłoby czymś zupełnie innym od przygód Naszego Louis'a i Sky. Wciąż się zastanawiam i nie mogę się zdecydować, czy warto. Co Wy myślicie na ten temat? Ma to jakikolwiek sens?

Buziaczki i kocham Was mocno. 

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

13. "Z jednej strony chcieli czuć tę bliskość. Z drugiej prosili Boga, aby wyzwolił ich z tego pragnienia."

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to właśnie tutaj, w pokoju numer 233 wydarzy się coś, co odmieni moje życie. Coś co odmieni mnie samą.
Poczułam jak jego ciepłe dłonie błądzą po moich policzkach. Jego oczy zatapiały się głęboko w moją duszę, a ja nie potrafiłam się ruszyć. Nie mogłam wymówić ani słowa. Po raz kolejny jego bliskość sprawiała, że zapominałam jak się mówi i oddycha.W mojej głowie plątały się miliony myśli. Moje serce biło coraz szybciej, gdy jego twarz znajdowała się coraz bliżej mojej. Zamknęłam oczy, mój oddech przyśpieszył jednak nie zdążyłam zrobić nic więcej. Jego gorące wargi znalazły się na moich, Całował i pieścił moje usta z niezwykłą delikatnością i czułością. Bardzo powoli uchyliłam powieki, trafiając na błękit jego oczu. Patrzył na mnie jak gdyby domagał się pozwolenia. Oplotłam jego szyję rękami i zrobiłam krok bliżej. W tamtym momencie nie tylko nasze usta się stykały, ale również klatki piersiowe i czoła. Czułam jak porusza ustami, jak jego język dotyka mojej dolnej wargi. W tamtym momencie złamałam wszystkie swoje zasady, wszystkie postanowienia, których przestrzegałam. W tamtym momencie nic prócz jego ciepła i dotyku nie było ważne. Powoli wplotłam palce w jego włosy, zmrużyłam oczy i wczułam się w pocałunek. Oplótł moja talię i przyciągnął jeszcze bliżej siebie. Czułam jego dłonie na plecach, jego ciepłe, miękkie usta i zapach. Zapach, o którym marzyłam. Zapach jego skóry. Nigdy nie doświadczyłam czegoś takiego. Teraz już wiem, że ten pocałunek nie był zwyczajnym pocałunkiem. Był wytęskniony. Jak pierwsza gwiazdka w Wigilię. Jak wymarzony prezent z dzieciństwa. Jak pocałunek kochanków po kilkuletniej rozłące. Z każdą kolejną sekundą czułam coraz większy ból w sercu. W tamtym momencie nie obchodziło mnie to ani trochę. W tamtym momencie nic innego nie było ważne. Nigdy nawet nie miałam odwagi marzyć o możliwości zasmakowania jego ust. Nigdy nie miałam odwagi marzyć o takiej bliskości z Louis'em Tomlinsonem. Tylko w tamtym momencie, tylko przez kilka sekund pomyślałam, że moje życie jest cudowne. Zaraz potem poczułam jak powoli osuwam się na podłogę.

~*~

Gdy poczułem jak Sky powoli się osuwa, moje serce stanęło z przerażenia. Zacisnąłem dłonie na jej biodrach i odsunąłem twarzy, by móc spojrzeć w jej oczy. Miałem bardzo złe przeczucia. Kiedy z jej strony nie było żadnego odzewu, wziąłem ją na ręce i zaniosłem na łóżko.

- Sky? Dobrze się czujesz? - Pytałem, kiedy nachyliłem się nad nieprzytomną dziewczyną. - Sky, odezwij się.. - W tamtym momencie byłem przerażony. Miałem wrażenie, że przeze mnie coś jej się stało. Nachylałem się nad nieprzytomną Sky, moje serce biło coraz szybciej i nie miałem pojęcia co tak właściwie mam zrobić. Nagle poczułem jak jej filigranowa dłoń oplata mój nadgarstek. Spojrzałem w jej twarz. Uchylała powieki z ogromnym trudem, próbując przywołać na twarz nikły uśmiech.

- Louis..- Rzuciła cicho. Położyłem się obok dziewczyny, głaszcząc jej kasztanowe włosy.
- Już dobrze. Spokojnie. Przepraszam..
- To ja przepraszam. - Wyszeptała, ściskając delikatnie moją rękę. Uśmiechnąłem się i ułożyłem głowę tuż obok jej. Patrzyłem w jej oczy z troską, głaskałem jej chłodne policzki i uspokajałem serce, które prawie przestało bić ze strachu.
- Jak się czujesz? - Spytałem po pewnym czasie, widząc jak dziewczyna bije się z myślami.
- Już dobrze, przepraszam.
- Przestań mnie przepraszać. - Zaśmiałem się cicho, dotykając wierzchem dłoni jej policzka, który z każdą minutą robił się coraz cieplejszy.
- Wybacz..- Rzuciła z uśmiechem. Gdy ujrzałem podniesione kąciki jej ust, od razu poczułem jak moje serce rośnie. Pokręciłem głową i ucałowałem jej czoło. Nagle rozległo się donośne pukanie do drzwi. Po zaproszeniu do pokoju weszła Lou.

- Tommo zbieraj się, zaraz jedziecie na wywia.. o Sky. - Przerwała widząc dziewczynę. Posłała jej szeroki uśmiech i zamknęła drzwi. - Chyba wam przeszkodziłam..
- Bez domysłów proszę. - Rzuciłem szybko, podnosząc się do pozycji siedzącej. Sky przywitała się z Lou i również usiadła na łóżku. Odwróciłem się do dziewczyny i spojrzałem na nią z wyrzutem. - Chciałem cię zabrać na wywiad. Ale jesteś na to zbyt słaba. - Zacząłem, odgarniając kosmyk włosów z jej czoła. - Poczekaj na mnie w hotelu. Lou się tobą zajmie. - Dodałem. Sky spojrzała na mnie z wyrzutem robiąc minę małej, zawiedzionej dziewczynki. Zaśmiałem się i kręcąc głową, wstałem z łóżka.
- Mogłabyś? - Spojrzałem znacząco na naszą stylistkę, która szybko pokiwała twierdząco głową.
Zanim jeszcze wyszedłem z pokoju, pożegnałem się z dziewczyną, całując ją bardzo delikatnie w policzek. Kiedy miałem podnieść głowę, złapała mnie za policzki i spojrzała błyszczącymi oczami.
- Dziękuję. Ale nie wiem dlaczego mam tutaj..
- Nie pozwolę ci uciec Mała. - Przerwałem jej, ucałowałem dłoń i szybkim krokiem wyszedłem z pokoju.

~*~


Kiedy zostałam sam na sam z Lou, kobieta wypytała mnie co tak właściwie się stało. Nie chcąc jej martwić, ani sprawiać kłopotu wytłumaczyłam, że zrobiło mi się słabo. Nie chciałam mówić nikomu o wszystkich swoich problemach. Przesiedziałyśmy ponad godzinę rozmawiając. Lou opowiadała mi o każdym z chłopaków. To na ile zdążyła ich poznać przez te kilka lat i to co o nich myśli. Miałam wrażenie, że cała ekipa One Direction jest dla siebie jak jedna wielka, kochająca rodzina.

Siedziałam na parapecie i paliłam przy otwartym oknie, podziwiając miasto, które znałam od małego. Nigdy nie widziałam go z hotelowej perspektywy i muszę przyznać, że jest przepiękne. Zaciągałam się papierosem i zakochiwałam się w Los Angeles na nowo. Bawiłam się włosami i wsłuchiwałam w odgłosy miasta. Dwie godziny wcześniej udało mi się wydostać spod opiekuńczych ramion Lou, wmawiając jej, że czuję się znakomicie i nie musi się już mną zajmować. Szczególnie, że miała mnóstwo roboty. Podkuliłam kolana pod brodę i czekałam. Z każdą minutą uświadamiałam sobie, że to co robię jest złe. Nie powinnam na niego czekać. Jedyną słuszną rzeczą, którą mogłam zrobić w tamtym momencie to zniknięcie. Z tego hotelu i z jego życia. Nie potrafiłam tego zrobić. Już dawno w tej nierównej walce między sercem a rozumem, wygrało moje serce. To ono kazało mi trwać w pokoju numer 233 i czekać na jedynego mężczyznę, który potrafił sprawić, że czułam się naprawdę szczęśliwa. I do tego szczęścia nie potrzebowałam żadnych tabletek.Spuściłam wzrok, przyglądając się swoim kolanom, kiedy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Podniosłam głowę, a moim oczom ukazał się Louis. Jego mina nie wróżyła jednak niczego dobrego. Z początku uśmiechnięta, spojrzałam na niego pytająco.

- Coś się stało? - Spytałam, kiedy znalazł się obok mnie.
- Nie powinnaś palić. - Rzucił ostro i zabrał papierosa z mojej dłoni. - Poza tym, dlaczego Lou tutaj nie ma? Prosiłem ją.. - Mówił zdenerwowanym głosem, rozglądając się. Chwyciłam go za dłoń i zmusiłam, by spojrzał na mnie. Posłałam mu delikatny uśmiech, co bardzo szybko odwzajemnił. Z małą pomocą, zeskoczyłam z parapetu i spojrzałam na chłopaka pytająco.
- W końcu mam spokój i czas dla nas. - Zaczął, pociągając mnie na łóżko.
- Dla nas? - Zdziwiłam się, siadając obok.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko... - Spuścił wzrok, bawiąc się nerwowo palcami. - Chciałbym spędzić swój ostatni dzień w LA z Tobą. Tylko i wyłącznie z Tobą. - Nabrałam powietrza do płuc i zatrzymałam je w ustach, przyglądając się Louis'owi. To co powiedział naprawdę mnie zaskoczyło. Nawet po tych wszystkich gestach i pocałunku sprzed paru godzin.
- Jesteś tego pewien? - Złapałam go za dłoń.
- Jak niczego innego. Pozwolisz nam na to? - Spojrzał błyszczącymi oczami, kciukiem muskając moją dłoń. Wstrzymałam oddech i w sekundę odgoniłam wszystkie złe myśli nasuwane przez mój rozum. Przysunęłam się do niego i uśmiechnęłam.
- Niech to będzie nasze pożegnanie.- Wyszeptałam, układając dłoń na jego sercu.


-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Jestem świadoma, że trochę poszalałam. Dawno nie zdarzyło mi się wstawić rozdziałów w tak krótkim odstępie czasu. Mam nadzieję, że Was nie zawiodłam. Podobno trzynastka jest pechowa. Jestem ciekawa jak to będzie w moim przypadku. 
Jeśli chciałybyście być informowane o nowych wpisach, zapraszam do zakładki "Informowani".
Buziaczki i bardzo mocno Was kocham. 

niedziela, 10 sierpnia 2014

12."Proszę o litość dla mojego zakochanego serca i duszy spętanej niepewnością."

Szybko zamknęłam za sobą drzwi, oparłam się o nie i powoli osunęłam, chowając twarz w dłoniach. W tamtym momencie walczyłam z własnymi myślami, z własnymi uczuciami. To wszystko działo się zbyt szybko. Ta cała relacja, nasze spotkanie. Wszystko było dla mnie totalnie nierealne, a jednocześnie tak piękne i cholernie prawdziwe. Jego obecność, Jego głos, Jego dotyk. Nigdy nie sądziłam, że poczuje coś tak niesamowitego, a jednocześnie przerażającego. Dlaczego przerażającego? Nie byłam głupia. Dobrze wiedziałam, że jeśli zacznę coś do Niego czuć, zawiodę siebie i jego. Nie oszukujmy się - takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach. Nie chciałam po raz kolejny leczyć złamanego serca, duszy i wyrzucać wszystkich pięknych, jednak dręczących wspomnień. Nie chciałam cierpieć znów tak samo. Nie chciałam, by przez to wszystko to co dzieje się ze mną, pogłębiło się jeszcze bardziej. Nawet jeśli On odwzajemniłby moje uczucie - nigdy nie pozwoliłabym mu na zmarnowanie życia z taką osobą jak ja.

Przetarłam twarz i bardzo powoli podniosłam się z podłogi. Kiedy to zrobiłam, coś podkusiło mnie, by wyjrzeć przez okno. W ciemności nocy zauważyłam jedynie oddalającą się sylwetkę chłopaka. Tylko to wystarczyło, by moje serce przyśpieszyło tempo swego bicia. Odetchnęłam głęboko i odsunęłam od okna, kierując się w stronę sypialni. Z szafki wyjęłam dwa pudełka. Usiadłam na łóżku i wyjąwszy z każdego pudełka po tabletce, popiłam je wodą. Zacisnęłam powieki, przełykając je. Każda była sporej wielkości. Każda miała pomóc mi z tym, z czym ja sama nie potrafiłam sobie poradzić. Czułam jak moje serce wariuje. Dobrze wiedziałam, że nie powinnam dopuszczać do siebie takich uczuć. Uczuć, które z każdą sekundą były coraz mocniejsze i wypełniały cały mój organizm i całe ciało. Wzięłam kilka głębokich oddechów, schowałam leki do szafki i wolnym krokiem ruszyłam w stronę łazienki. Zrzuciłam z siebie ubranie i bieliznę i powolnym krokiem weszłam pod prysznic. Po bardzo długiej kąpieli i jeszcze dłuższej próbie wyrzucenia Go z głowy, przebrałam się i położyłam.

~*~

Obudziłam się gwałtownie. Podniosłam się do pozycji siedzącej i przetarłam twarz. Nie pamiętam co dokładnie mi się śniło, ale byłam pewna, że to kolejne koszmary, prześladujące mnie od kilku nocy. Odetchnęłam i zeskoczyłam z łóżka. Nie podnosząc nawet nóg, doczłapałam do kuchni, gdzie od razu zrobiłam sobie kawę. Chwyciłam duży, czerwony kubek i wolnym krokiem ruszyłam w stronę tarasu, po drodze zabierając papierosa i zapalniczkę. Zanim jeszcze wyszłam do ogrodu, włączyłam telewizor. Bardzo często robiłam to  tylko i wyłącznie po to, by nie musieć wsłuchiwać się w ciszę. Samotną ciszę, która coraz częściej mnie przerażała. Zasiadłam w ulubionym, wiklinowym fotelu i zmrużywszy oczy, wsłuchiwałam się w dźwięki dochodzące z telewizora. W pewnym momencie usłyszałam coś, przez co podniosłam się gwałtownie, wylewając niemalże całą zawartość kubka na własne kolana. Odrzuciłam naczynie i wbiegłam do pokoju, nie zważając na piekący ból.

"Jak wszyscy dobrze wiemy, jeden z najpopularniejszych zespołów naszych czasów odbywa właśnie swoją wielką trasę koncertową. Chłopcy z One Direction byli już w Ameryce Południowej i Europie, a teraz nadeszła pora na podbicie Ameryki Północnej. Swoje amerykańskie fanki Chłopcy przywitali koncertem w Los Angeles. Było jak zawsze mnóstwo zabawy, śmiechu i świetnej muzyki! Jednak to co wydarzyło się po koncercie, zaskoczyło nas wszystkich. Jeden z członków zespołu, Louis Tomlinson, zniknął od razu po wielkim show w towarzystwie pięknej nieznajomej. Nie wiemy kim jest tajemnicza dziewczyna, jednak wiemy co robili po wyjściu z hali. Czyżby Louis znalazł sobie pocieszenie w tym niezbyt miłym i łatwym dla niego czasie? A może to jego nowa kompanka do zabaw? Wiemy przecież, że Tomlinson przez bardzo długi czas miał problemy z narkotykami i innymi używkami. Czekajcie na więcej newsów! To my stoimy na straży prawdy! Do zobaczenia w kolejnym programie!" 

Opadłam bezwiednie na kanapę, czując jak bardzo powoli ogarnia mnie atak paniki. Zaczęłam nerwowo bawić się palcami, nie odrywając wzroku od ekranu. Już dawno nie dopadł mnie taki strach. Nawet przed własną wystawą nie denerwowałam się tak bardzo. Nagle usłyszałam głośny dźwięk klaksonu, tuż przy moim domu. Podbiegłam do okna. Na podjeździe stał duży, czarny mini van, a w środku nieznajomy mężczyzna, wychylający się i obserwujący mój dom.

- Co tu się do cholery dzieje? - Spytałam samą siebie, chowając się za zasłoną. - Dobra Sky, nie panikuj. Za dużo filmów widziałaś. - Powtarzałam sobie, sięgając po pilota. Kiedy wyłączyłam telewizor, usłyszałam dzwonek do drzwi. Wyprostowałam się gwałtownie, moje serce zaczęło bić szybciej. Kiedy dzwonek nie przestawał dawać o sobie znać, postanowiłam zaryzykować. Bardzo powoli ruszyłam w stronę drzwi. Zanim jeszcze je otworzyłam, wzięłam kilka głębokich oddechów. Kilka sekund później, tuż przede mną staną wysoki, postawny, krótko ostrzyżony mężczyzna i spoglądał na mnie z góry. Poczułam jak moje wnętrzności  podchodzą do gardła.

- Witam, czy pani Sky Martins? - Spytał niskim głosem, po czym posłał mi nikły uśmiech.
- A o co chodzi? - Odpowiedziałam cicho.
- Przysyła mnie do pani Louis. - Spojrzałam na niego, robiąc wielkie oczy. Musiałam wyglądać na bardzo nierozgarniętą, bo mężczyzna uśmiechnął się szerzej, odchrząknął i powtórzył. - Louis Tomlinson, pani przyjaciel.
- Tak, ale... Nie rozumiem..
- Nie miał czasu, by osobiście po panią przyjechać, a ponieważ jest upartym człowiekiem, zmusił mnie, bym zrobił to za niego. - Wytłumaczył, posyłając mi na końcu jeszcze szerszy uśmiech. Patrzyłam na mężczyznę jak na posąg. Otworzyłam usta, by powiedzieć coś więcej. Jedyne co zdołałam zrobić to wypuszczenie powietrza. Przetarłam twarz, starając się zrozumieć to co przed chwilą powiedział tajemniczy gość.

- Ile czasu potrzebuje pani na przebranie się? - Usłyszałam nagle i powróciłam wzrokiem na mężczyznę.
- Ja.. Kilka minut. - Rzuciłam szybko, robiąc krok w tył. - Proszę wejść. - Wpuściłam mężczyznę do domu, powoli zamykając za nim drzwi. Zaprosiłam go do salonu, podałam szklankę soku i poprosiłam o kilka minut
cierpliwości. Z pokoju wyszłam wolnym krokiem, jednak kiedy zniknęłam z pola widzenia tajemniczego posłańca, ruszyłam biegiem do sypialni. Tam wybrałam czyste ubranie i pognałam do łazienki. Nie pamiętam, bym kiedykolwiek w tak szybkim tempie przygotowała się do wyjścia.

Kilka minut później, siedziałam już w czarnym vanie, bawiąc się nerwowo palcami i wsłuchując w grające radio, wyglądałam przez okno. Zastanawiałam się gdzie dokładnie zabiera mnie tajemniczy mężczyzna.

- Trochę głupio wyszło, bo się nawet nie przedstawiłem. - Usłyszałam nagle i odwróciłam się gwałtownie. Mężczyzna patrzył na drogę, jednak uśmiechał się sympatycznie. W pewnym momencie, odwrócił głowę i wyciągnął dłoń w moją stronę. - Preston.
- Sky, miło mi. - Odpowiedziałam cicho, ściskając delikatnie jego ogromną dłoń.

Reszta drogi minęła bez rozmów. Mogłabym powiedzieć, że panowała całkowita cisza, gdyby nie grające radio i głos prezentera namawiającego do kolejnych konkursów. Zatrzymaliśmy się na tyłach jednego z najlepszych hoteli w Los Angeles. W oddali słyszałam piski i krzyki sporej grupy dziewczyn. Fanki już od samego rana koczowały pod budynkiem w nadziei zobaczenia choć jednego z Chłopców.
Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, drzwi od mojej strony otworzyły się i zobaczyłam wyciągniętą rękę Prestona. Chwyciłam ja z uśmiechem i wyskoczyłam z dużego samochodu.
Podążaliśmy jasno oświetlonym korytarzem. Po mojej prawej i lewej stronie ciągnęły się w nieskończoność drzwi, numerki rosły z każdym kolejnym krokiem, a ja nie miałam pojęcia kiedy ta podróż w końcu się skończy. Nagle stanęliśmy przed numerem 233.


- To tutaj. - Rzucił mężczyzna i zapukał donośnie w drewniane drzwi. Po usłyszeniu zaproszenia, otworzył mi i przepuścił w drzwiach. Zanim cokolwiek powiedziałam, uśmiechnęłam się szeroko na widok jaki zastałam w pokoju. Louis stał na środku pokoju, tyłem do drzwi i pokazywał reszcie chłopców różne przedziwne ruchy. Chyba nie do końca wiedział, że ktoś wszedł do pokoju. Odwrócił się i zatrzymał, kiedy jego wzrok spotkał moją osobę. Przez sekundę zastygł z przedziwną miną, jednak bardzo szybko się wyprostował, przeczesał włosy i szeroko uśmiechnął.


- Witaj Louis. - Szepnęłam. Podszedł do mnie i od razu chwycił za dłonie, unosząc je do twarzy. Patrząc mi w oczy, ucałował każdą z dłoni niezwykle delikatnie.
- Cześć Sky. - Odpowiedział równie cicho co ja.
- Cóż za nienaganne maniery ma ten nasz Tomlinson. - Usłyszałam, a chwilę potem reszta Chłopców wybuchła śmiechem. Louis odwrócił się gwałtownie, a chwilę później wszyscy ucichli. Nawet nie chciałam myśleć jak morderczym spojrzeniem ich obdarzył.
- Witamy naszą najlepszą fankę. - Harry podszedł do mnie ze swoim uroczym uśmiechem i bezceremonialnie ucałował w policzek, co zrobiła również reszta Chłopców prócz Louis'a.
- To my może nie będziemy przeszkadzać. - Stwierdził w pewnym momencie Liam i wygonił resztę zespołu z pokoju.

Wciąż stałam w jednym miejscu. Kiedy drzwi się zamknęły, bardzo powoli odwróciłam głowę w stronę Louis'a. Nie odrywał ode mnie wzroku, a z jego twarzy nie schodził uśmiech. Wzięłam dyskretnie głęboki oddech i odważyłam się na wypowiedzenie więcej niż dwóch słów.

- Co to było?
- To znaczy? - Uniósł brew pytająco.
- Ta cała akcja.. Po co mnie tu ściągnąłeś? - Dopytywałam, bawiąc się nerwowo palcami.
- Wybacz, że tak wyszło. Sam chciałem przyjechać, ale zaraz mamy wywiad i nie miałem możliwości wykradnięcia się. - Wytłumaczył. Ani na sekundę nie spuścił ze mnie wzroku. Ani przez sekundę nie mrugnął. Nawet na sekundę nie puścił moich dłoni.
- Wciąż nie rozumiem po co mnie tu ściągnąłeś. - Odwróciłam wzrok, czując jak jego niebieskie oczy wwiercają się w moją duszę.
- Naprawdę nie rozumiesz? - Wyszeptał i podszedł bliżej. Pokiwałam jedynie głową wstrzymując oddech. Podszedł bliżej, zakładając kosmyk moich włosów za ucho. Dotknął palcem mojej dolnej wargi, a całe moje ciało wypełniła gęsia skórka.
- Kiedyś pytałaś czym jest dla mnie bliskość. - Zaczął szeptem, nie odrywając ode mnie wzroku - Kiedyś nie byłem tego pewny, bo nigdy nie doświadczyłem czegoś takiego. Nigdy nie znalazłem osoby, z którą chciałbym czuć tę bliskość nieustannie. Sky... - Złapał moją twarz w dłonie i przybliżył swoją. Czułam na sobie jego wolny oddech. Czułam woń jego perfum. Ułożyłam dłoń na jego torsie, czując pod nią szybkie bicie jego serca. - Wiem, że to może strasznie głupio zabrzmieć. Szczególnie, że widzimy się dopiero drugi raz.
- Nie.. - Zmrużyłam oczy, kiwając delikatnie głową.
- Sky, jesteś dla mnie kimś wyjątkowym. - Kontynuował, muskając kciukami moje policzki.
- Louis, przestań, proszę..
- Zrozum, jesteś moją nadzieją. Moją największą nadzieją. - Podniosłam zaszklone oczy, by móc spojrzeć w tamtym momencie w jego lazurowe tęczówki. Przez chwilę myślałam, że żartuje sobie ze mnie. Chciałam tego. Jego mina była jednak niesamowicie poważna. Nie mrugał, kąciki jego ust ani drgnęły.
- Powiedz tylko, że nie czujesz tego samego, a dam ci spokój. - Szepnął. Chciałam coś powiedzieć. Nie potrafiłam. Zaczęłam się jąkać, uciekając wzrokiem. Dobrze wiedziałam, że dla niego i dla mnie byłoby najlepiej gdybym uciekła. Gdybym odpowiedziała, że nie wiem o co mu chodzi. Gdybym opuściła hotel w ciągu kilku minut. Nie zrobiłam tego. Trwałam bez ruchu, wpatrując się w lazur jego oczu, czując pod dłonią bicie jego serca, czując na twarzy jego oddech. Nagle złapał moja dłoń, przyłożył ją sobie do ust i zaczął powoli całować. Jej zewnętrzną i wewnętrzną stronę. Każdy palec, dochodząc do nadgarstka. Zmrużyłam oczy, by chwilę potem poczuć jego ciepły oddech bardzo blisko swojej twarzy.


sobota, 2 sierpnia 2014

Ogłoszenia parafialne.


Po pierwsze: Chciałabym bardzo podziękować za cudowne komentarze. Świadomość, że komuś podobają się moje wypociny jest cudowna. Dziękuję z całego serduszka i obiecuję, że będę dawała z siebie wszystko, byście się nie zawiodły ;) 

Po drugie:  Ponieważ wyjeżdżam, kolejny rozdział pojawi się najprawdopodobniej za więcej niż tydzień. Może po powrocie będę miała dwa razy więcej weny? Trzymajcie za to kciuki ;) Życzę udanych wakacji i buziaczki moi kochani. 

czwartek, 31 lipca 2014

11."Warto było cię spotkać, aby się dowiedzieć, że istnieją takie oczy jak twoje."

Wpatrywaliśmy się w granatowe niebo, wypełnione milionami gwiazd. Zmrużyłam oczy i zaciągnęłam się zapachem jego perfum. W tamtym momencie ogarnęła mnie niesamowita ochota, by poznać zapach jego ciała. Nie oparów pięknego, męskiego zapachu, wydobytego z drogiej buteleczki. Pragnęłam poczuć jego prawdziwy, osobisty zapach. Zapach Louis'a.Podniosłam powoli głowę, starając się wyrzucić z niej te pragnienie. Poczułam jak chłopak ściska moja dłoń, a zaraz potem czułam na sobie jego wzrok. Odetchnęłam subtelnie i odwracając się, posłałam mu delikatny uśmiech. Odwzajemnił go w ciągu sekundy. To co zrobiłam chwilę później, było całkowicie spontanicznym gestem. Do tej pory nie potrafię zrozumieć, dlaczego się na to odważyłam. Podniosłam się powoli i usiadłam na jego kolanach, przodem do niego. Chwyciłam jego twarz w dłonie i spojrzałam głęboko w oczy. Otworzył usta chcąc coś powiedzieć. Ułożyłam palec na jego wargach i uśmiechnęłam się. Muskałam kciukami jego policzki, Nie odrywałam wzroku od lazurowego koloru jego oczu. Odgarnęłam włosy opadające na jego czoło. Palcami dotykałam każdego skrawka jego twarzy. Z każdym kolejnym ruchem czułam jak coś dziwnego dzieje się w moim wnętrzu. Jak ogromna fala gorąca oblewa mnie od środka, jak moje serce rośnie. Nigdy nie czułam niczego podobnego. W oddali słyszałam jedynie szum oceanu. Na policzkach czułam lekki powiew wiatru, a
pod opuszkami ciepło jego skóry. Nie odzywał się. Wpatrywał się we mnie z zaciekawieniem i lekkim uśmiechem. Zamknęłam oczy. Dotykałam jego policzków, uniesionych kącików ust. Jego czoła, nosa, brody. Dotarłam do ust. Zacisnęłam powieki i bardzo delikatnie ułożyłam opuszek palca na dolnej wardze. Przejechałam po niej, gdy nagle poczułam jak jego usta się poruszają. Całował mój palec z niesamowitą ostrożnością. Po krótkiej chwili, chwycił moją dłoń. Pieścił wargami każdy mój palec. Nie otwierałam oczu. Wczuwałam się w to co robi, w jego ciepło. Czułam jak ciarki oblewają całe moje ciało, każdy jego skrawek. Całował wewnętrzną stronę mojej dłoni, bardzo powoli przechodząc na nadgarstek. Nikt do tej pory nie całował moich nadgarstków. Nikt oprócz niego nawet się nimi nie interesował. Dlatego ten gest zaintrygował mnie najbardziej. Ten gest sprawił, że zaczęłam myśleć o nim w całkowicie odmienny niż do tej pory, sposób. Uchyliłam powieki i obserwowałam go. Sposób w jaki dotykał mojej skóry był wyjątkowy. Jak gdyby miał w dłoniach coś, co bardzo łatwo można stłuc. Porcelanową lalkę, bardzo drogocenną, wyjątkową lalkę. Wyjątkowo. Tak właśnie czułam się w tamtym momencie. Tak małe gesty, tak banalne chwile sprawiły, że w jego towarzystwie zaczęłam czuć się właśnie w ten sposób. Nie mogłam uwierzyć, że pozwolił mi na to wszystko. Dopiero po dłuższej chwili zorientowałam się, że to co zrobiłam mogło wydawać się po prostu dziwne. On jednak nic nie powiedział, nie zaprotestował. Nie zrzucił mnie z kolan. On po prostu wczuł się w tamtą chwilę dokładnie tak jak ja. I właśnie za to byłam mu najbardziej wdzięczna.

- Dziękuję. - Wyszeptałam, spuszczając wzrok.
- A to niby za co? - Spytał, unosząc palcem mój podbródek i uśmiechając się.
- Że nie uznałeś mnie za wariatkę. Bo nie uznałeś? - Spojrzałam z nadzieją. Zaśmiał się i pogładził dłonią mój policzek. Pokręcił przecząco głową, a ja odetchnęłam z ulgą.

Przez dłuższą chwilę, leżeliśmy na ciepłym piasku. Podziwialiśmy niebo, rozmawialiśmy. W jego towarzystwie nie potrafiłam przestać się uśmiechać. Czułam się tak swobodnie, jak nigdy dotąd. W pewnym momencie wpadłam na kolejny, szalony pomysł. Podniosłam się gwałtownie i chwyciłam Louis'a za rękę.

- Gdzie ty mnie ciągniesz? - Dopytywał ze śmiechem. Stanęliśmy tuż nad brzegiem. Ścisnęłam jego dłoń i uśmiechnęłam się pod nosem.
- Zawsze chciałam to zrobić. - Stwierdziłam, zrzuciłam z siebie sukienkę i w samej bieliźnie wbiegłam do oceanu. Kiedy się wynurzyłam i spojrzałam na chłopaka, nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Stał w jednym miejscu, przyglądając mi się z otwartymi ustami.

- Będziesz tak stał? - Krzyknęłam, odgarniając mokre kosmyki włosów z oczu. On wzruszył ramionami, ściągnął koszulkę i spodnie, a sekundę później znalazł się tuż obok mnie. Posłałam mu uroczy uśmiech, po czym wskoczyłam mu na plecy, obejmując rękami szyję. Tak właśnie zaczęła się nasza zabawa w oceanie. Na zmianę albo się podtapialiśmy, chlapaliśmy i wciągaliśmy pod wodę, albo kładliśmy się na plecach, patrzyliśmy w granatowe niebo, trzymając się za ręce.

- Co to właściwie było? - Spytał nagle, kiedy ułożyliśmy się na piasku z zamiarem wyschnięcia.
- To było jedno z moich głupich marzeń. Zawsze chciałam to zrobić. - Odpowiedziałam, układając głowę na jego brzuchu.
- To dlaczego nie zrobiłaś tego wcześniej? - zakręcił kosmyk moich mokrych włosów wokół palca i bawił się nim.
- Nie miałam z kim. - Rzuciłam krótko.

~*~

Szliśmy deptakiem, w dłoniach trzymając buty. Śmialiśmy się, dyskutowaliśmy. Mogę nazwać szczęściem to, że nie spotkaliśmy żadnych fanek . Dzięki temu mieliśmy możliwość cieszyć się każdą, wspólną sekundą. Mogłem poznawać tą intrygującą dziewczynę coraz lepiej. Podążaliśmy przed siebie, a ja coraz częściej nieśmiało muskałem Jej dłoń. Za każdym razem uśmiechała się pod nosem. Zatrzymaliśmy się przy Jej ulubionej fontannie. Opowiadała, że wieczorami kochała ją jeszcze bardziej. Oświetlona kolorowymi światłami, zachwycała swoim pięknem. Staliśmy bez ruchu, bez słowa, podziwiając migające kolorami światła. Trochę pewniej dotknąłem Jej dłoni. Nie minęła sekunda, kiedy nasze palce splotły się, a Jej ramię dotknęło mojego. Poczułem przyjemne ciarki i ciepło bijące od Jej ciała.

- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że tu jestem. - Wyszeptałem, odwracając głowę w Jej stronę. Dotknęła mojego policzka opuszkami palców. Spojrzałem w Jej brązowe, błyszczące oczy. Przysięgam, że mógłbym pozostać w tej pozycji całą wieczność. W tamtym momencie poczułem coś, czego od tak dawna nie czułem. Patrząc na Nią, w głowie miałem mętlik, moje wnętrzności wariowały a serce biło szybciej. Co to oznacza? Louis, ogarnij się. To niemożliwe. Takie rzeczy zdarzają się tylko i wyłącznie w filmach. Tandetnych romansach.

Przechadzaliśmy się słabo oświetlonymi, małymi uliczkami miasta. Byliśmy we wszystkich ukochanych miejscach Sky, o których za każdym razem zawzięcie opowiadała. Każde miejsce miało swoja osobną historię, a każda z nich była niemniej ciekawsza od poprzedniej.
W pewnym momencie Sky zatrzymała się gwałtownie i spojrzała na zegarek. Jak się okazało, wybiła północ.

- Przepraszam cię Louis, ale muszę już uciekać.. - Rzuciła cicho, uciekając wzrokiem i puszczając moją rękę.
- Co? - Spojrzałem na dziewczynę. Miałem wrażenie, że coś ukrywa. Jej zachowanie nagle stało się dziwne.
- Przepraszam. Jesteś na pewno zmęczony koncertem i w ogóle.. - Zaczęła się plątać.
- Coś się stało?
- Nie, po prostu.. Muszę wracać.
- Sky. - Stanąłem tuż przed nią, chwyciłem jej twarz w dłonie i spojrzałem w oczy. Odetchnęła i zmusiła się do spojrzenia na mnie.
- Wybacz Louis. - Ułożyła dłonie na moich, zbliżyła się i ucałowała mnie w policzek.
- No dobrze. A mogę cię chociaż odprowadzić? - Uśmiechnąłem się głupio.
- Byłoby mi bardzo miło, ale jak potem wrócisz do hotelu?
- Dam sobie radę. Jestem dużym chłopcem. - Wzruszyłem ramionami, złapałem dziewczynę za rękę i spojrzałem wyczekująco.

Drogę do jej domu pokonaliśmy w milczeniu. Do tej pory cisza jaka panowała między nami wcale mi nie przeszkadzała. W tamtym jednak momencie nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że coś jest nie tak. Stanęliśmy pod małym, białym domem, tuż przy drewnianym płocie. Odwróciła się w moją stronę i posłała delikatny uśmiech. Złapałem jej dłonie i przysunąłem do ust. Patrząc w głęboki brąz jej oczu, całowałem każdy opuszek palca. Chciałem jak najbardziej przedłużyć ten moment. Nienawidziłem pożegnań. Całując jej palce, miałem chyba jakąś głupią nadzieję. Nadzieję, że zmieni zdanie. Że spędzimy wspólnie jeszcze kilka godzin, może zaprosi mnie do siebie. Może dowiem się o niej czegoś więcej, choć nie wiem czy to możliwe. W ciągu tych paru godzin spędzonych wspólnie, dowiedziałem się rzeczy, o których ludzie nie opowiadają zazwyczaj na pierwszych spotkaniach. Z zamyśleń wyrwał mnie dotyk jej ust. Pocałowała mój wciąż ciepły policzek, uśmiechnęła się i odeszła. Tak po prostu. Nic nie mówiąc, nie odwracając się nawet, weszła do domu.

Stałem tak jak mnie zostawiła. Z na wpół otwartymi ustami, przyglądając się drzwiom, za którymi zniknęła kilka minut wcześniej. W tamtym właśnie momencie uświadomiłem sobie coś bardzo ważnego. Wymieniliśmy ze sobą setki listów. Przedyskutowaliśmy kilka godzin. Kiedy była przy mnie, nie potrafiłem oderwać od niej wzroku. Nie potrafiłem przestać się uśmiechać. Od kiedy moja tajemnica wyszła na światło dzienne, nie potrafiłem poradzić sobie z samym sobą. Ona była moim ratunkiem. Przy niej czułem się wyjątkowo. Czułem, że mogę być prawdziwym sobą. Wiedziałem, że mogę powiedzieć jej o wszystkim. Była dla mnie kimś więcej z każdą sekunda. Zacisnąłem pięści i zmrużyłem oczy, spuszczając wzrok. Odwróciłem się zanim odszedłem, spojrzałem w stronę jej domu po raz ostatni. W tamtym momencie wiedziałem. Nigdy niczego innego nie byłem tak bardzo pewny jak tej jednej rzeczy.

- Nie pozwolę, byś zniknęła z mojego życia. Nigdy. Jesteś moją jedyną nadzieją Sky. Ostatnią nadzieją.


sobota, 12 lipca 2014

10."Żaden mężczyzna, którego znałam, nie bał się tak pięknie jak on."

Stałam bez ruchu. Nie mogłam oddychać, nic powiedzieć. Mrugałam bezwiednie oczami. W tamtym momencie miałam ochotę, by ktoś mnie uszczypnął. By ktoś potwierdził, że to jedynie sen. Niesamowity sen.

- Um, przepraszam, że tak bez zapowiedzi. Miałem nadzieję, że lubisz niespodzianki. - Rzucił w końcu. Jego głos zabrzmiał w mojej głowie. Zmrużyłam oczy, odetchnęłam głęboko. Byłam pewna, że kiedy je otworze, On zniknie. Tak się jednak nie stało. Spojrzałam w jego lazurowe oczy i poczułam w sobie siłę. Bez żadnego
słowa, rzuciłam mu się w ramiona. Oplotłam jego szyję rękami i wtuliłam twarz w ramię. Z początku był w szoku, co wyrażało się jego spiętymi mięśniami. Jednak sekundę później poczułam jak obejmuje mnie i przyciąga odrobinę bliżej siebie. Wciąż nie potrafiłam wymówić słowa. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że czuję Jego bliskość, zapach Jego perfum. Nie mam pojęcia jak długo trwaliśmy w tej pozycji, nie obchodziło mnie to. Najważniejsze było to, że czułam się w tamtym momencie najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Po długim czasie, zebrałam się w końcu w sobie i odkleiłam się od chłopaka. Odchrząknęłam, zrobiłam krok w tył i poprawiłam sukienkę.

- Przepraszam. - Wyszeptałam cicho, uciekając wzrokiem.
- Przestań, nawet nie marzyłem o takim powitaniu. - Zaśmiał się, wpatrując się we mnie.
- Co ty tu tak właściwie robisz?
- Panno Martins! - Usłyszałam niski głos rektora. W sekundę, mężczyzna pojawił się obok nas. Nie było nam dane nawet porozmawiać.
- Poczekasz chwilkę? - Rzuciłam cicho i zostałam odciągnięta od Louis'a. W odpowiedzi zauważyłam delikatne skinienie i odwróciłam wzrok w stronę ludzi, którym byłam przedstawiania.

Po godzinie poznawania całkiem nowych ludzi, poważnych znawców sztuki współczesnej i innych mniej lub bardziej ważnych osób, wyrwałam się z uścisku Rektora. Ruszyłam w poszukiwania Louis'a, bo przez ten cały cyrk, chłopak zniknął mi z oczu. Odnalazłam go w małym, galerianym ogrodzie. Stał oparty o ścianę, stopami wystukiwał jakiś rytm, a oczy skierował na ciemniejące niebo. Odetchnęłam i kilka razy zamrugałam oczami. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że tu jest. Wciąż miałam wrażenie, że za którymś mrugnięciem jego sylwetka rozpłynie się, jak powietrze. Że to mój kolejny sen o Louis'ie Tomlinsonie.

- Och, jesteś już. - Usłyszałam jego głos. Zamrugałam ponownie, zrobiłam głupią minę i podeszłam.
- Tak, możemy na spokojnie pogadać. - Odezwałam się, wciąż patrząc w jego lazurowe oczy. - Masz ochotę się przejść?
- No jasne. - Uśmiechnął się.

Spacerowaliśmy w milczeniu, małymi alejkami. Cały ogródek oświetlony był kolorowymi lampkami. Na końcu zielonego placyku stała miniaturowa fontanna, wokół niej kilka grządek niebieskich kwiatów i ławka. Mała, drewniana ławka, przeznaczona wyłącznie dwóm osobom. Z każdą sekundą czułam się coraz dziwniej. Przecież pisząc wszystkie listy, czułam, że czegoś jeszcze nie dopowiedziałam. Zawsze miałam Mu tak wiele do opowiedzenia. Tyle historii, śmiesznych faktów, swoich własnych przemyśleń. Marzyłam. Marzyłam by czuć jego bliskość. Patrzeć w jego oczy i opowiedzieć to wszystko, o czym nie napisałam. Wcześniej byłam pewna, że jeśli tylko będzie mi dane go zobaczyć, nie będę potrafiła zamknąć ust. A teraz? Teraz nie potrafię ich otworzyć. I nie wiem czy to przez onieśmielenie, czy po prostu jego towarzystwo sprawia, że wcale niepotrzebne są mi słowa. Spojrzałam na niego ukradkiem. Podążał pewnym krokiem, patrzył przed siebie, a z jego twarzy nie znikał uśmiech. W pewnym momencie nasze dłonie otarły się o siebie. Spojrzał na mnie, a ja spuściłam wzrok. Nie potrafiłam wydusić z siebie ani słowa. Dotarliśmy do ławki. W tym samym momencie opadliśmy na nią i okazało się, że owa drewniana, starodawna ławka bardzo zbliża do siebie ludzi. Nasze ramiona, biodra i nogi stykały się ze sobą. Czułam jak Louis przygląda mi się z zaciekawieniem i jakby lekkim wyczekiwaniem. Odetchnęłam subtelnie i uniosłam wzrok.

- Coś nie tak? - Spytał po chwili.
- Nie, dlaczego tak sądzisz? - Odpowiedziałam szybko.
- Mam wrażenie, że moja niespodzianka wcale nie jest taką udaną. - Odchrząknął, przeczesując włosy i zwracając wzrok na fontannę.
- Nie, to nie tak. - Zaczęłam cicho, bawiąc się nerwowo palcami. - Ja po prostu.. Wciąż nie mogę uwierzyć, że tu jesteś.
- Ja też. - Uśmiechnął się. Przez kilka sekund panowała cisza. Jednak później Louis rozgadał się na całego. Słuchałam go z zaciekawieniem, nie mogłam przestać się uśmiechać. Niedługo potem monolog chłopaka zamienił się w zagorzałą dyskusję. Kiedy się rozkręciłam, rozmawialiśmy na wszystkie tematy. Każdy musieliśmy przedyskutować, wymienić się swoimi opiniami. Nawet jeśli chodziło o najgłupsze, najbanalniejsze problemy jak noszenie skarpetek czy też ich brak. W pewnym momencie rozdzwonił się telefon Louis'a.

- O matko, zapomniałem. Dobra, zaraz będę. Spokojnie! Kryj mnie, a nikt się nie zorientuje, że mnie nie ma. - Rzucił ze śmiechem i rozłączył się.
- Coś się stało? - Spytałam z zaciekawieniem.
- No tak jakby. Zapomniałem o koncercie.
- O matko!  - Podniosłam się gwałtownie i złapałam za głowę. - Przepraszam, to moja wina.
- Przestań. Chodźmy. - Chwycił mnie za rękę, a ja poczułam jak całe moje ciało oblewa gęsia skórka.
- Jak to chodźmy? - Spytałam, ledwo nadążając nad niemalże biegnącym chłopakiem.
- Porywam cię. - Rzucił krótko, uśmiechnął się i nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź, wsadził mnie do stojącej na podjeździe taksówki.

~*~

Podążałam dużym korytarzem, oświetlonym niesamowicie jasnymi jarzeniówkami. Rozglądałam się na wszystkie strony, czując się jak mała dziewczynka, przybyła do nowo otwartego wesołego miasteczka. Z każdą sekundą czułam coraz większe podniecenie. Nawet na minutę nie puścił mojej ręki. Czułam na sobie jego wzrok, byłam pewna, że się uśmiecha. Ale ja nie miałam czasu na niego spojrzeć. Nigdy nie byłam w takim miejscu, wciąż nie dochodziło do mnie gdzie i po co tak właściwie jestem. Usłyszałam dziwny trzask, później donośny śmiech. Zatrzymaliśmy się. Stanął przede mną, wciąż nie puszczając mojej dłoni.

- Na początek chciałem, byś poznała moich przyjaciół. To znaczy znasz ich, ale.. - Zaczął się plątać, robiąc przy tym urocze miny. Uśmiechnęłam się do niego i ścisnęłam jego dużą rękę na znak, że wszystko rozumiem. Odwrócił się i powoli otworzył jedne z tysiąca drzwi w ogromnym korytarzu. Wzięłam głęboki oddech i podążyłam za chłopakiem. Kiedy znalazłam się w pomieszczeniu, przywitał mnie śmiech. Tuż przede mną ktoś przebiegł, opowiadając o czymś zawzięcie.

- Przepraszam, ale to zawsze tak wygląda. - Usłyszałam szept Louis'a. Spojrzałam na niego. Wciąż uroczo się uśmiechał, wciąż ściskając moją dłoń. - Chłopaki! - Kiedy krzyknął, oczy wszystkich obecnych w pomieszczeniu zwróciły się w naszą stronę. Tak dobrze znana mi czwórka, uśmiechała się do mnie szeroko, reszta ekipy patrzyła z zaciekawieniem.

- A więc to jest ta tajemnicza Sky. - Zaczął Liam i podszedł, wyciągając dłoń w moją stronę. - Bardzo mi miło. - Uśmiechnął się uroczo. Odwzajemniłam gest, czując jak przyjemne ciarki oblewają moje ciało.
- Ale ładna! - Usłyszałam szept. Sekundę później, tuż przede mną wyrosła czarna czupryna i piękny uśmiech. Cofnęłam się do tyłu, mimochodem lustrując Zayn'a. - Wybacz, że tak prosto z mostu. - Wyszczerzył się i wyciągnął w moją stronę dłoń. Uścisnęłam ją nieśmiało. Zaraz potem podszedł blondyn i Harry, w którego oczy spojrzeć musiałam odchylając głowę. Kiedy poznałam swoich idoli, Louis przedstawił mnie reszcie ekipy i usadził na jednej z kanap stojących pod ścianą. Siedziałam z dłońmi na kolanach i przyglądałam się przygotowaniom do koncertu. Z każdą minutą coraz lepiej dochodziło do mnie, że będzie mi dane zobaczyć wielkie show. Z każdą minutą dochodziło do mnie coraz lepiej, że marzenia jednak naprawdę się spełniają.

Już godzinę później, chłopcy byli gotowi, a ja zostałam porwana przez stylistkę chłopaków. Lou okazała się bardzo sympatyczną i rozgadaną kobietą. Z początku nie odzywałam się za wiele, jednak jej podejście, pytania i żarty sprawiły, że bardzo szybko się ośmieliłam. Stanęłyśmy tuż za sceną. Widok był niesamowity. Miliony fanów piszczało i skandowało imiona chłopaków. Zaczęłam się nawet denerwować za całą piątkę. Niestety, czasem bywam zbyt empatyczna. Nagle poczułam na swoich biodrach czyjąś dłoń. Odwróciłam się powoli, trafiając na uśmiech.

- Coś się stało? - Spytałam cicho.
- Nie, nic. Chciałem tylko spytać.. Może mały uścisk na szczęście? - Louis ukazał rząd białych zębów, bawiąc się mikrofonem. Odwzajemniłam uśmiech, nachyliłam się i złożyłam na jego policzku krótki pocałunek. Kiedy się odsunęłam, jego uśmiech powiększył się dwukrotnie, a ja sama czułam jak moja twarz staje się czerwona. Odchrząknęłam i cofnęłam się o krok.

Bawiłam się niesamowicie. Chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, by puściły mi wszystkie hamulce. Zachowywałam się jak mała dziewczynka. Śpiewałam, skakałam i tańczyłam razem z chłopakami. Miałam świadomość, że Lou dziwnie mi się przygląda, nawet momentami śmiała się ze mnie, co starała się ukryć. W końcu nadeszła pora na moją ulubioną piosenkę. Chłopcy nareszcie stanęli grzecznie i normalnie. Pierwsze nuty Story, a ja poczułam jak całe moje ciało przechodzą ciarki. Spojrzałam na Louis'a. On odwrócił się w moją stronę dokładnie w tej samej chwili. Zauważyłam jak puszcza mi oczko i uśmiecha się. Moje serce zabiło mocniej. Ten wieczór, z każdą kolejną sekundą był coraz piękniejszy.
Koncert dobiegł końca, jednak chłopcy nie potrafili tak szybko rozstać się z fanami. Ponieważ całe show skakałam na obcasach, poczułam, że moje nogi długo nie wytrzymają. Przeprosiłam Lou i udałam się do garderoby chłopaków. Zasiadłam na kanapie i ściągnęłam szpilki. Kiedy to zrobiłam, poczułam niesamowitą ulgę i rozłożyłam się, wyciągając nogi. Czekając na chłopaków, bawiłam się palcami. Nie mogłam się doczekać, by pogratulować im świetnego występu, a przede wszystkim podziękować Louis'owi za tak wspaniały prezent.

- LA rządzi! - Usłyszałam radosny krzyk Niall'a, a sekundę później do pomieszczenia wpadła piątka chłopaków i reszta ekipy. Szybko podniosłam się do pozycji siedzącej, poprawiłam sukienkę i uśmiechnęłam się.
- I jak się podobało? - Louis opadł tuż obok mnie, zakładając ręce za głowę.
- No właśnie. Byliście wspaniali. - Odpowiedziałam, patrząc po kolei na każdego z nich. Cała czwórka ukłoniła się uroczo, po czym zajęli się przebieraniem.
- Dasz mi chwilkę? - Usłyszałam szept. Odwróciłam się w stronę Louis'a. Jego twarz znajdowała się niebezpiecznie blisko mojej. Uniosłam brwi ze zdziwieniem. - Przebiorę się tylko i pokażesz mi swoje miasto. Oczywiście jeśli masz ochotę.. - Dodał szybko, spuszczając wzrok i bawiąc się palcami.
- Jasne, bardzo chętnie. - Uśmiechnęłam się.

~*~

Podążaliśmy ulicami miasta, wciąż rozmawiając i śmiejąc się ze wszystkiego. Opowiadałam mu o życiu w Los Angeles, opowiadałam o swojej szkole, ludziach, miejscach, które kocham. On tłumaczył mi jak wygląda życie w trasie, jakie miał przygody z fanami, jak bardzo kocha swoje rodzinne miasto i jak bardzo tęskni za matką. Dotarliśmy do plaży. Zdjęłam szpilki i spojrzałam na niego. Zrobił to samo ze swoimi butami i uśmiechnął się szeroko. Odwzajemniłam gest i chwyciłam go pod rękę. Podążaliśmy wyjątkowo pustą plażą, brodząc stopami w ciepłym piasku i obserwując ocean. Żadne z nas się nie odezwało. Nie potrzebowaliśmy słów. Moje serce rosło, bo właśnie w tamtym momencie spełniało się moje kolejne marzenie. Zasiedliśmy w moim ulubionym miejscu. Zetknięci ramionami, przyglądaliśmy się horyzontowi. Zakopałam stopy w złocistym piasku i oddychałam powoli, wystawiając twarz na wiatr. Marzyłam, by siedzieć dokładnie w tym miejscu, właśnie z Nim. Marzyłam, by móc czuć jego bliskość, siedząc w milczeniu. W tamtym momencie czułam, jak gdybym miała wszystko. Ułożyłam głowę na jego ramieniu, zaciągnęłam się jego zapachem i zmrużyłam oczy. Jego dłoń nieśmiało musnęła moją. Uśmiechnęłam się pod nosem i przybliżyłam nieco bardziej. Poczułam jak napina mięśnie, a jego oddech przyśpiesza. Zamknęłam oczy, a On złapał moją rękę w swoją ogromną dłoń. Splótł nasze palce i kciukiem, bardzo delikatnie muskał moją skórę. Jego dotyk, jego zapach, jego obecność, szum oceanu i gorący piasek pod stopami. Niczego więcej nie potrzebowałam. No może poza jednym. By tak jak w tamtym momencie, mogło być już zawsze.